21.12.2018

W kalendarzu pierwszy dzień zimy i jednocześnie najkrótszy dzień w roku… Zawsze planowany dzień , w którym myślimy że polatamy jest obserwowany wcześniej. Czasami nawet parę dni zwłaszcza jak dominującym ośrodkiem , który wywołuje zjawisko falowe jest niż. Tak też i było tym razem pewną prawidłowością jest że odległe prognozy lubią się pogarszać w miarę zbliżania. Dlatego analiza i wyciąganie właściwych wniosków to etap pierwszy. Od trzech lat kontynuuję latanie na dwusterze pokazując to zjawisko pilotom , którzy czasami jeszcze z nim się nie zetknęli. Nie zawsze mieszkają tak blisko jak ja i tu też trafna decyzja jest cenna. W dalszej kolejności musi nastąpić rezerwacja stref falowych oraz umówienie pilota samolotu. Niby nie dużo , ale wszystko to trzeba dograć. Prognozy nie wyglądały idealnie …

Byliśmy pod działaniem rozległego niżu w chłodnej masie powietrza . Ciepły wycinek niżu był jeszcze daleko , a śnieg który zalegał na lotnisku nie poprawiał sytuacji.

Zachmurzenie miało być duże z opadami przelotnymi , a pod wieczór nawet bardziej intensywniejszymi.

Ale mapka występowania pól falowych oraz fakt że już dawno nie latałem … spowodowała że decyzja zapadła . Vlasta strefy zamówiła, a my wcześniej wstając pojechaliśmy do Mikulowic . Po przyjeździe nastąpił rytuał wyhangarowania i przygotowania sprzętu. Dodatkowo grzania silnika samolotu bo za ciepło nie było. Śnieg był wierzchem zmrożony i Vit – pilot samolotu rozjeździł go ciągnikiem by start i lądowanie było bezpieczniejsze. Mimo tego że byliśmy w Czechach latało tego dnia 3 szybowce z … Polski to już taki zwyczaj.Wystawiliśmy się na start i polecieliśmy jako pierwsi.

Pod nami już zimowe klimaty Andrzej , który dzisiaj leciał ze mną nawet nieźle sobie radził na holu. Vit pewnie nas dowiózł w rejon fali i podziękowawszy po wyczepieniu zaczęliśmy lot samodzielny. Noszenie było spokojne w granicach + 2 m/s. Pierwsze w tym roku szronienie kabinki tym większe że dołem zalegała wilgotna masa , która całe szczęście wyżej była mniej dokuczliwa. Nie wspomniałem że ubrani byliśmy już na …zimowo Andrzej w trzy pary skarpet ja w grzałeczki elektryczne w butach. To piękny wynalazek , którego brak wcześniej psuł nie jeden ciekawy lot. Andrzej po wyjaśnieniu sposobu nabierał spokojnie wysokości , a ja obmyślałem taktykę dalszego lotu.

Zgodnie z zapowiedziami górą wiatr się odkręcał na zachód . Tu diagram z wysokości około 4200m i tak było faktycznie. Nie jest to idealna sytuacja dla rejonu Jeseników bo ułożenie zboczy jest bardziej na SW. Noszenie zaczęło zanikać na wysokości 4600m więc polecieliśmy na zachód. Po zaliczeniu strefy odejścia skierowaliśmy w stronę Złotego Stoku, ale lot nie był za szybki bo wiejący boczny wiatr zmniejszał znacznie naszą prędkość. Dla Janusa to jeszcze nie przeszkoda ,ale wiatr ponad 65 km/h już się odczuwało.

Andrzej dzielnie sobie radził choć to był jego pierwszy lot na Janusie.

Tak powoli się przesuwając dotarliśmy w rejon Bielawy, która jest zawsze takim magicznym miejscem na trasie do Karkonoszy. Dzisiaj może nie pracowała za wzorcowo bo i wiatr wiał bardziej równolegle do zboczy.

Po zrobieniu nawrotki nasza prędkość teraz wzrosła bardzo wiatr nas szybko popychał, a takie jakieś pasemka Ac lent lekko podtrzymywały.

Co jakiś czas następowało zwiększenie się zachmurzenia, które takimi ławicami szybko się przesuwały z wiatrem.

Po powrocie nad Jesenik nabraliśmy trochę wysokości by przedłużyć bok na wschód.

Za daleko nie dało się odlecieć bo strefa tam zupełnie przy tym kierunku nie nosiła , a dodatkowo chmury szczelnie pokrywały wszystko.

Pokonując kolejne kilometry polecieliśmy bardziej na południe w stronę Kłodzka, ale poza widokami było raczej słabo. Na nartostradach widać było pierwszych niedobitków narciarzy tak licznych jak nas na fali…

Wykorzystując słabe pasma soczewek polecieliśmy jeszcze raz na zachód w rejon Ząbkowic Śl. zaliczając kolejne kilometry.

Niestety najkrótszy dzień w roku dobiegał końca więc balistycznie skierowaliśmy się w stronę lotniska żeby zdążyć przed zachodem.

Nasz dorobek 6 godz bujania się może nie jest imponujący, ale patrząc na osiągnięcia tego dnia w Europie wypadliśmy …nieźle. Po lądowaniu i schowaniu sprzętu obserwowaliśmy narastanie wiatru. A poczynał sobie coraz śmielej.

W nocy porywy dochodziły na ziemi do 46kt i efekt taki że …zabrało rękaw. Była szansa że powtórzy się sytuacja z końca 2017 r. ale chyba nie tym razem prognozy na razie nie dają specjalnie złudzeń . Bo Pani Fala to kapryśna …jest .

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s